Polska vs Urugwaj – relacja.

Wyjazdu na spraingowy mecz reprezentacji Polski nie planowaliśmy w naszych najszerszych planach wyjazdowych na rok 2012, jednak jak to często w życiu kibola bywa ? los spłatał nam figla.
Kiedy w niedzielę udało się wygrać dwa bilety na klubowym profilu na facebooku nasze plany na środę (14.11.2012) uległy zmianie. Po szybkim przeanalizowaniu planów zajęć na uczelniach, zamianach w grafiku w pracy i przełożeniu innych, prywatnych spraw podjęliśmy decyzję ? Jedziemy!
Na małą organizację mieliśmy zaledwie jeden dzień, ale wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik.
Wyruszyliśmy z jednego z brynowskich osiedli w środę o 4:30. Na nowym dworcu w Katowicach meldujemy się po około 20minutach, gdzie spokojnie kupujemy(ku naszemu zdziwieniu bardzo tanie, bo w cenie zaledwie 30zł) bilety na pociąg i zmierzamy ku logistycznemu cudowi budownictwa ? czyli na peron-widmo numer 5. Szybko wbijamy się do podstawionego już pociągu i zajmujemy dla naszej dwójki cały przedział. Pociąg rusza punktualnie o 05:27, a my rozsiadamy się wygodnie w całym przedziale. Podróż mija spokojnie i jak na taką odległość w miarę szybko. Przez całą drogę nad morze do przedziału kiboli dosiadł się na godzinę tylko jeden starszy pan, z którym mieliśmy okazję zamienić parę słów o polityce, Unii Europejskiej czy Marszu Niepodległości.
Do Gdańska docieramy punktualnie o 15:50, a na dworcu wita nas? perfekcyjna organizacja.
Kilka bardzo dobrze oznaczonych punktów informacyjnych, przygotowanych specjalnie z okazji meczu. Szybko dostajemy mapki oraz wskazówki, co warto zwiedzić, gdzie coś zjeść czy jak dojechać na stadion. Korzystamy z udzielonych rad i z racji kilku godzin czasu udajemy się na miasto, by pozwiedzać Starówkę, złotą bramę, port itd. Przenikliwe zimno zmusza nas jednak do zmiany planów, udaniu się na szybkie jedzenie, a później na stadion. Na obiekt Lechii docieramy specjalnie podstawioną kolejką, która kursowała co 30minut. Na stadionie jesteśmy już 2 godziny przed meczem (przyzwyczajenie z wyjazdów) i już wtedy sielankowo-januszowa atmosfera, która panowała na mieście i w pociągu prysła dla nas jak bańka mydlana.
Mimo luźnego przeszukania ochrona przyczepia się do nas o wymiary flagi ?Katowice On Tour?, którą mamy ze sobą, trójkolorowe czapki (ostatecznie udało się wytłumaczyć ochroniarkom, że są to zwykłe czapki fanów reage) , przeklinanie, stanie na schodach itd.
Hitem była sytuacja, gdy ochroniarz zbiegł do nas z góry sektora aby kazać nam ściągnąć szalik, który zakrywał nos jednemu z nas. ?Łamanie ustawy, zakrywanie twarzy, za to grożą 2 lata? ? między innymi takie teksty ochroniarzy kwitowaliśmy śmiechem i olewaniem, jednak cała sytuacja dała nam dużo do myślenia, zwłaszcza, że na Bukowej takich sytuacji póki co ochrona nam nie serwuje.
Godzinę przed meczem wieszamy flagę w najlepszym możliwym miejscu, mimo, że ograniczał nas bardzo górny sektor, na który mieliśmy bilety.
Pozostały czas przed meczem spędzamy między innymi na zabawie z mikrofonem Polsatu, który na kilka minut ?wpadł nam w ręce?, zwiedzaniu stadionu czy? bojkotowaniu cateringu (wuszt z bułką 19zł!!)
Pod naszym sektorem znajdowały się miejsca ?business club?, a jeden z jego członków miał wymalowaną na twarzy flagę?. Monako. Nie uszło to naszej uwadze i uprzykrzanie życia temu osobnikowi umiliło nam oczekiwanie na pierwszy gwizdek.
W całym naszym otoczeniu spotykamy tylko jednego kibola Pogoni Szczecin, z którym zamieniamy kilka słów. Rozmowę przerywa ? a jakże ? interwencja stewarda, który zakazuje palić i stać. Wspomaga go również dwóch policjantów, więc odpuszczamy dyskusję i zajmujemy swoje miejsca siedzące.
Piłkarsko klęska, nuda i szarość. Ładna bramka Obraniaka tylko na chwilę osłodziła gorycz porażki. Kibicowsko przewinęło nam się jedynie kilka czapek Lechii i Wisły, flaga Unii Tczew i bardzo ładna flaga Chojnic. Oprócz tego? popcorn, trąbki, wymalowane twarze, kapelusze wikingów, jebanie piłkarzy za porażkę, mimo początkowych pisków i okrzyków uwielbienia i ?kto nie skacze z Urugwaju?. Dramat.
Ze stadionu zawijamy się kilka minut przed końcem, żeby zdążyć na wcześniejszy pociąg powrotny na Śląsk.
Szybko (ponownie darmową kolejką) docieramy na dworzec, robimy zakupy na powrót i kupujemy bilety. Pociąg, którym wracaliśmy miał opóźnienie, więc spędzamy jeszcze trochę czasu na Gdańskim dworcu. O 23:40 pakujemy się do pociągu, ponownie zajmujemy sobie cały przedział (do którego o dziwno znów przez całą drogę nikt się nie dosiadł)
Część drogi powrotnej przespaliśmy, więc droga znów mijała nam dosyć szybko. Po ponad 10 godzinach jazdy powrotnej meldujemy się w Katowicach o 10:15.
Prawie 30 godzinny wyjazd zamykamy stwierdzeniem, że mimo iż na reprezentacji panuje mega piknik, a skala głupoty i absurdu w wykonaniu ochroniarzy przekracza na nowych stadionach wszelkie granice, to jednak warto było pojechać do Gdańska i zobaczyć to wszystko na własne oczy niż zamulać w domu. Kolejna przygoda za nami, kolejna wyprawa zaliczona dopisana do pięknych i bogatych kart naszych kibicowskich pamiętników.
Na kibicowskim szlaku, wśród dobrych chłopaków!

Relacja własna,
Wykonanie; Redakcja http://www.Brynow1964.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.